Jeśli wybierasz się w podróż lotniczą i chcesz wiedzieć jak ustrzec się przed niemiłymi niespodziankami oraz co robić w sytuacji, gdy zaginie Twój bagaż lub opóźni się Twój lot, zadzwoń do nas już teraz. Koniecznie wpisz numer naszego centrum pomocy +48 737 483 737 do swojej komórki oraz polub nasz profil na facebook'u, aby uzyskać pomoc, gdy będziesz za granicą. W razie kłopotów w szybki i tani sposób będziesz mógł skontaktować się z nami. Lataj świadomie!
Łączna liczba wyświetleń
Strony
Szukaj
Tu jesteśmy
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przyjazne Latanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przyjazne Latanie. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 27 października 2015
niedziela, 15 lutego 2015
Najważniejszy pierwszy krok, czyli o cenach biletów
Kontynuując
w naszym blogu wątek wyroków, tym razem wspomnijmy o orzeczeniu Trybunału
Europejskiego, wydanym 15 stycznia. Zgodnie z nim wysokość ceny biletu za
podróż samolotem ma być ujawniana już na samym początku procedury rezerwacji.
Dla pasażera to duże ułatwienie!
Do tej pory było, mówiąc oględnie, różnie – mimo
że teoretycznie od 2008 r. obowiązywały odpowiednie unijne regulacje. Linie
lotnicze lubiły jednak wykorzystywać drobne luki w prawie i na swoich stronach
internetowych atrakcyjną ceną na wybranej trasie najpierw zanęcić, a potem, gdy
przyszły pasażer znajdzie się już w zaawansowanej fazie procesu rezerwacji
biletu, dyskretnie zarzucić na niego sidła, czyli dołożyć rozmaite podatki czy
opłaty dodatkowe, które czynią planowaną eskapadę coraz mniej okazyjną. A
natura ludzka taka, że gdy już poświęciliśmy zakupom cenny czas, to mimo
dojścia nowych okoliczności często brniemy dalej, aż do samego końca
transakcji, racjonalizując w głowie zasadność dopłaty do wyjściowej
oferty…Trochę jak w supermarkecie, do którego wchodzimy zachęceni promocyjną
ceną zimowych płaszczy, a przy kasie mamy już w wózku całą masę nieprzydatnych
gadżetów, które czynią nasz „shopping” niezupełnie opłacalnym…
Spierali
się Niemcy, słuchała cała Unia…
Wyrok
Trybunału zwieńczył spór, jaki toczył się między linią Air-Berlin a niemieckim
federalnym związkiem centrali oraz stowarzyszeń konsumenckich
Verbraucherzentrale Bundesverband. Jego przedmiotem był sposób przedstawienia
taryf lotniczych w ramach elektronicznego systemu rezerwacji spółki Air Berlin.
Ciekawe, że Trybunał orzekał, wysłuchawszy opinii nie tylko obu stron, ale
także uwag przedstawianych przez pełnomocników rządów Niemiec, Belgii, Włoch,
Holandii i Austrii oraz Komisji Europejskiej. To zdaje się pokazywać rangę
wyroku i jego wagę dla kwestii rozwoju transportu pasażerskiego na Starym
Kontynencie, a dokładniej praw pasażerów.
Rozważając racje, Trybunał badał dokładnie
wykładnię wspomnianych na początku przepisów, czyli Rozporządzenia Parlamentu
Europejskiego i Rady (WE) nr 1008/2008 z 24 września 2008 r. w sprawie
wspólnych zasad wykonywania przewozów lotniczych na terenie Wspólnoty. W
zasadzie powinny one rozstrzygać kwestię koniecznego podawania już na początku
rezerwacji całkowitej ceny biletu. W motywie 16 tego dokumentu czytamy
najpierw:
„Klienci
powinni mieć możliwość skutecznego porównania cen przewozów lotniczych
poszczególnych przedsiębiorstw lotniczych. W związku z tym ostateczna cena,
jaką klient ma zapłacić za przewóz lotniczy rozpoczynający się na terenie
Wspólnoty, powinna być zawsze wskazana i uwzględniać wszelkie podatki, opłaty i
należności. Wspólnotowi przewoźnicy lotniczy są również zachęcani do
wskazywania ostatecznych cen przewozów lotniczych wykonywanych z państw
trzecich do Wspólnoty”.
W
artykule 23 ust. 1 znajdujemy zaś zapis:
„Oferowane
lub opublikowane w dowolny sposób, w tym w Internecie, publicznie dostępne
taryfy lotnicze i stawki lotnicze zawierają obowiązujące warunki przewozów
lotniczych wykonywanych z portu lotniczego znajdującego się na terytorium
państwa członkowskiego, do którego ma zastosowanie traktat. Ostateczna cena,
którą [jaką] należy zapłacić, jest zawsze wskazywana i zawiera obowiązujące
taryfy lotnicze i stawki lotnicze, a także wszystkie należne podatki, dopłaty,
opłaty i należności, które są niemożliwe do uniknięcia [obowiązkowe] i możliwe
do przewidzenia w chwili publikacji. (…)"
Wreszcie
artykuł 23 kończy się jasnym – wydawałoby się – sformułowaniem:
„Informacje
o opcjonalnych dopłatach do ceny są przekazywane w sposób wyraźny, przejrzysty
i jednoznaczny na początku [każdego] procesu rezerwacji, zaś zgoda klienta jest
wyrażana na zasadzie opcjonalnej (opt-in)”.
Mimo
to, jak pokazał przykład sporu między Air-Berlin a Verbraucherzentrale
Bundesverband, przepisy to jedno, a wykładnia zawartych w nich pojęć drugie i
prześlizgując się między znaczeniami można niejedno dobre prawo uczynić
nieskutecznym. Trybunał rozstrzygnął jednak wątpliwości i zgodnie z wydanym 15
stycznia wyrokiem ostateczna cena biletu ma być ujawniana już na samym
początku procedury jego rezerwacji – dokładnie: w pierwszym kroku.
Tak
sobie latamy… czyli Test Przyjaznego Latania
Idąc
tropem tej decyzji, postanowiliśmy sprawdzić sposób podawania ceny podczas
rezerwacji na stronach pięciu głównych graczy polskiego rynku pasażerskiego.
Czterech przewoźników zdało test „ceny całkowitej od początku procesu
rezerwacji”. Jedna linia testu nie przeszła – choć trzeba przyznać, że w
sumie nieznacznie…
Na dobry początek postanawiamy
wirtualnie wybrać się naszym narodowym przewoźnikiem, czyli LOT-em, z
Warszawy do Pragi. Wylot z lotniska Chopina, powrót następnego dnia. Klasa
ekonomiczna. Lecimy Embraerem 175. Pięknie. Cena wyjściowa: 1943,29 zł i
dopisek, że podawane tu ceny obowiązują „dla wszystkich pasażerów, włącznie z
podatkami”. Prosto i jasno, choć oczywiście jako mieszkańcy kraju nad Wisłą,
lekko niedowierzamy… W następnym kroku, w dziale „Wycena”, nic się nie zmienia,
a nawet dla satysfakcji klienta cenę biletu rozbito na części. Wynika z tego,
że składa się na nią 149,31 zł tytułem podatków i opłat dodatkowych. Małym
druczkiem czytamy jednak pod spodem, że: „Niektóre opłaty mogą zostać dodane w
późniejszym terminie”. Mimo to aż do momentu „Potwierdź i zapłać” cena
pozostaje ta sama. LOT postraszył, ale pozostał w zgodzie z unijną regulacją.
Plus.
Samolotem
Wizz Air lecimy teraz z Warszawy do Barcelony, może uda się zaliczyć mecz
pewnej słynnej drużyny. Wylot za 289 zł, powrót 249 zł. Suma – 538 zł. W
następnym kroku zaczyna się kuszenie opcjami - dołączenie do klubu dyskontowego
pozwoli nam zaoszczędzić w obie strony 90 zł. Może innym razem. W kroku
„Pasażerowie” wpisujemy nasze dane i wybieramy opcję „Mały bagaż podręczny –
bez opłaty”, a także „Bagaż: brak – bezpłatnie” i idąc dalej tym tropem „Rodzaj
odprawy: Internet – 0 zł” (opcja na lotnisku to już koszt 41 zł). System dziwi
się, że lecimy bez bagażu. Pyta, czy aby na pewno. No jasne! Przecież za
wszystko zapłacimy na miejscu kartą J Następny krok – „Usługi”. Dziękujemy za
wszystkie i system znowu dziwi się, że spotkał takich zacofanych klientów. Każe
potwierdzić, że nie chcemy priorytetu wejścia na pokład (za 17 zł), dodatkowego
miejsca na nogi (41 zł), gwarantowanego miejsca w trzech pierwszych rzędach (33
zł – zamawiamy samolot w klasie ekonomicznej, a nie kino…) , możliwości
dowolnych modyfikacji rezerwacji (82 zł), ani ubezpieczenia. Samochód?
Dziękujemy. Za moment sekcja „Płatności”, a cena nic a nic nie drgnęła.
Świetnie. Z drugiej strony – stało się tak tylko dlatego, że wybraliśmy wylot w
wersji maksymalnie minimalistycznej, z samą szczoteczką do zębów, co zdarza się
jednak rzadko. Gdybyśmy chcieli polecieć „po bożemu”, czyli z jakimkolwiek
bagażem i odprawą na lotnisku, cena biletu w trakcie rezerwacji musiałaby
wzrosnąć.
W Lufthansie
nie cudujemy – kierunek Berlin! Wyjściowa cena w tę i z powrotem to 1558,37 zł
i aż do opcji „Metody płatności” pozostaje bez zmian. Ciekawostka – zgodnie z
informacją towarzyszącą nam od drugiego kroku, aż 971 zł z powyższej ceny obu
lotów stanowią tu opłaty i podatki…
Na
koniec Eurolot – póki jeszcze zabiera pasażerów… Wybór tras
niewielki, za to kierunki atrakcyjne, bo nieczęsto spotykane. Wybieramy
Zagrzeb. O dziwo, loty codziennie! Suma w obie strony: 598,76 zł. W następnym
kroku podajemy dane, a potem, w „Usługach”, zaznaczamy opcję „tylko bagaż podręczny
(do 8 kg).” Cena nie wzrosła. Ubezpieczenie (jedynie 19 zł) nie jest
obowiązkowe. Krok dalej to „Miejsce”, z ładnym planem samolotu. Skuszeni
kolorową grafiką wybieramy miejsce standardowe, z tyłu, za skrzydłem (będzie
widać, czy już odmawiać „Zdrowaśki”) i cena błyskawicznie przeskakuje na 618,76
zł – czyli o 20 zł, co jednak jest od razu wyszczególnione w tabelce na stronie
(i co można było od razu sprawdzić przy wyborze miejsca, pod linkiem „Opłaty
dodatkowe”). Gdy robimy krok w tył i rezygnujemy z wyboru fotela (co tam! – i
tak zamieszczono dopisek, że „wybrane miejsca nie są gwarantowane i mogą ulec
zmianie w związku z wymogami techniczno-operacyjnymi”), cena wraca do
pierwotnej wysokości. Teraz „Płatności”. Kwota do końca ta sama. Brawo.
Wnioski
pokontrolne
Rozstrzygnięcie
Trybunału jest jeszcze świeże i pewnie potrzeba nieco czasu, by wszyscy
przewoźnicy do niego się zastosowali – miejmy nadzieję, że nie znajdą po drodze
kolejnych „ale”. Dla klientów to krok do ułatwienia rezerwacji, a więc ogólnie
i podróży. Jak widać z szybkiego przeglądu, linie królujące na naszym niebie
przeważnie trzymają się unijnych przepisów, choć często z lubością urządzają
pasażerom mniejszy lub większy tor przeszkód (czy raczej paradę atrakcji), by
skusić i zanęcić do dokupienia opcji, które uczynią naszą podróż jeszcze
bardziej szczęśliwą. Takie praktyki sprzedażowe to już jednak w dzisiejszym
świecie chleb powszedni. I temat na zupełnie inny artykuł…
poniedziałek, 2 lutego 2015
Pierwsze efekty monitoringu praw pasażerów
Już ponad 30 pasażerów zgłosiło swoje sprawy do naszego monitoringu za pomocą specjalnego systemu internetowego. Każdy pasażer otrzymuje bezpłatną poradę i rekomendację postępowania w sytuacji nieuznania reklamacji przez przewoźnika. 2/3 spraw dotyczyło opóźnionych i odwołanych rejsów. Dzięki naszej pomocy dwa spory z przewoźnikami zostały już rozwiązane polubownie na korzyść pasażerów. To efekty pierwszych trzech miesięcy od uruchomienia systemu zgłaszania (s)PRAW na początku listopada 2014r. Zapraszamy wszystkich pasażerów, którzy mają problem z dochodzeniem swoich praw!
sobota, 31 stycznia 2015
Mniej sztuczek, bliżej przełomu?
Podsumowując miniony rok, wspomnijmy jeszcze
o czymś, co w jakiejś mierze już dziś poprawia efektywność starań o przestrzeganie
praw podróżujących, a być może przyczyni się do wyczekiwanej zmiany nastawienia
linii lotniczych wobec roszczeń ich klientów. Chodzi o orzeczenie Sądu
Najwyższego z 7 lutego 2014 r. Zwiększa ono możliwości dochodzenia sprawiedliwości
od niesolidnych przewoźników.
Słowo „lub”
jest istotą tego orzeczenia. Ale zacznijmy od początku. Do czasu wypowiedzenia
się Sądu Najwyższego każdy podniebny podróżny, którego lot został opóźniony
powyżej trzech godzin lub odwołany – i nie dostał za to przewidzianej
rekompensaty (patrz: niżej), mógł ze swoją
skargą udać się do Urzędu Lotnictwa Cywilnego (ULC) lub do sądu powszechnego.
W praktyce jednak wiele spraw, które trafiały do sądów nie było w ogóle rozpatrywanych.
Sądy stały bowiem na stanowisku, że ta jedyna właściwa droga wiedzie przez
Urząd Lotnictwa Cywilnego (ULC). Idąc tym tropem rozumowania, same linie,
odrzucając roszczenia danego pasażera, chętnie wskazywały mu drogę odwoławczą właśnie
do ULC. Dobra wola? Niekoniecznie, raczej trick. ULC, owszem, stawał i staje
chętnie w roli arbitra, a przez ostatnie lata liczba rozpatrywanych przez niego
spraw rośnie. Często kończą się przyznaniem pasażerom racji, ale wyroki ULC w praktyce rzadko uzyskiwały
sądową klauzulę wykonalności. A bez niej klient może sobie co najwyżej
korzystne dla siebie orzeczenie ULC elegancko oprawić w ramki i powiesić nad
łóżkiem. Jeśli ma pecha – stworzy w ten sposób całą domową galerię.
Wyrok Najwyższego po stronie pasażera
Aby zakończyć
ten galimatias, Sąd Rejonowy w Warszawie przy okazji prowadzenia jednej ze
spraw zwrócił się do Sądu Najwyższego o interpretację, czy osobom, które czują
się pokrzywdzone lub zlekceważone działaniami linii lotniczych przysługuje
droga sądowa. Orzeczenie Sądu Najwyższego potwierdziło – tak! Pasażer ma odtąd
rzeczywisty wybór sposobu dochodzenia swoich roszczeń i tylko od niego samego
zależy, z której ścieżki skorzysta. Co więcej, może nawet poskarżyć się jednocześnie do ULC i do sądu. Ten ostatni
musi sprawę rozpatrzyć.
Twarde prawo…
Artykuł 7 unijnego
Rozporządzenia WE261/2004 mówi jasno: za lot opóźniony powyżej trzech godzin każdemu pasażerowi należy się
zryczałtowane odszkodowanie w wysokości
250, 400 lub 600 euro, zależnie od długości rejsu (chyba że powodem było
jedno z niejasno zdefiniowanych w rozporządzeniu nieprzewidzianych zdarzeń). Stawka 600
euro obowiązuje więc np. w przypadku lotu z Polski do Nowego Jorku, a 400
dotyczy choćby podróży z Warszawy na Kretę.
Trzeba w tym
miejscu przyznać rację drugiej stronie, czyli liniom lotniczym, że to dość restrykcyjna regulacja. W praktyce
dotyczy zwłaszcza długodystansowych czarterów, które są szczególnie narażone na
rozmaite opóźnienia, z winy lub bez winy przewoźnika. W zasadzie nie wchodzi
wtedy w grę zmiana rezerwacji dla pasażerów, możliwa przy zwykłych lotach
rejsowych. Wystarczy więc policzyć: nawet kilkugodzinna korekta wylotu na
długiej trasie pomnożona przez minimum kilkudziesięciu pasażerów daje już
stratę rzędu kilkudziesięciu tysięcy euro. Jeśli założymy, że takie sytuacje
się po prostu od czasu do czasu zdarzają, jak to w życiu, linie lotnicze muszą
z góry wkalkulować towarzyszące im straty w… no właśnie, w co? Oczywiście w
ceny swoich usług, czyli przede wszystkim biletów. Gdy więc jedni zyskują na
odszkodowaniach, inni po cichu tracą – czasem nawet ci sami, jak to w kapitalizmie.
Pan płaci, pani płaci…
… ale prawo
Kadra
zarządzająca liniami lotniczymi nie może jednak kreować się na włodarzy
niedostępnego Olimpu, którego nie imają się reguły obowiązujące na rynku
konsumenckim. Niewątpliwie bardzo wysokie koszty zabawy zwanej lataniem i
obecność dużego ryzyka, jakie ponoszą przewoźnicy – związanego przecież również
z zapewnieniem bezpieczeństwa zdrowia i życia swoich klientów – nie mogą
unieważniać takich pojęć, jak terminowość, odpowiedzialność za błędy czy prawa
klientów. Jeśli więc linie nie chcą podzielić losu dinozaurów (dalekie
podobieństwo tych ostatnich do latających maszyn jest czysto przypadkowe…),
muszą się szybko uczyć i dostosowywać do warunków.
Zwłaszcza,
że w tym zamkniętym dotąd ekosystemie lotniczym (pasażer-linia-ULC) pojawili
się nowi chętni do podziału tortu – mniej lub bardziej wyspecjalizowane w
sprawach odszkodowawczych kancelarie
prawne. Oferują swoje usługi pasażerom czasem już na lotnisku, gdy „afera”
się rozkręca – w każdym razie jakimś trafem tego typu sprawy błyskawicznie
trafiają do nich na biurko. Być może rośnie po prostu świadomość swoich praw u
pasażerów. Nie jest to jednak eldorado dla każdego źle potraktowanego podróżnego.
Standardowa ocena prawna dokonywana „na wejściu” przez pracowników kancelarii odrzuca
bowiem wszelkie skargi wątpliwe, o zniuansowanej podstawie, niedające pewności
sukcesu na sali sądowej. Kancelarie biorą się za to, co prowadzi ich zdaniem nieuchronnie
do wypłaty odszkodowań i staje się drogą do łatwego zarabiania pieniędzy.
Czy to źle?
Jeśli wszystko dzieje się zgodnie z prawem, absolutnie nie. Pasażer (ten
zweryfikowany) jest zadowolony, bo wprawdzie musi trochę poczekać na wyrok, ale
za to ma duże szanse na dostanie swoich pieniędzy, praktycznie bez „użerania
się” z sądem – wszystkim zajmuje się kancelaria, jako pełnomocnik. Ta z kolei odbiera
z zasądzonego wyroku ustaloną prowizję, przeważnie ok. 20%. Koło się zamyka.
Samolotem po rozum do głowy?
Krążą
słuchy, że Unia Europejska ma nieco zmodyfikować regulacje zawarte we
wspomnianym Rozporządzeniu WE261/2004, zwiększając szanse dla linii lotniczych
na różnicowanie wyroków odszkodowawczych. Na razie branża działa na
gruncie obowiązujących przepisów. Od lat dają one jednak przewoźnikom furtkę.
Zawiedziony pasażer wcale nie musi
przecież tułać się po sądach czy dzielić zyskiem z prawnikami. Najprostszą
drogą dochodzenia swojej sprawiedliwości jest złożenie na specjalnym unijnym
formularzu skargi – bezpośrednio do przewoźnika, który ma następnie
sześć tygodni na odpowiedź. Gdy odpowiedź jest odmowna lub w ogóle nie
nadchodzi, pasażer może startować ze swą sprawą do ULC (patrz: początek
artykułu).
Wydaje się,
że wystarczy w tym miejscu po prostu pójść (polecieć?) po rozum do głowy. Jeśli
bowiem po lutowym orzeczeniu Sądu Najwyższego skarga przepuszczona przez
ścieżkę sądową potrafi nagle nabrać niezwykłej mocy i skończyć się wypłatą
należności PLUS odsetek (a niektóre sprawy trafiają jeszcze przy okazji do
mediów, poważnie szkodząc wizerunkowi firm przewozowych), to chyba mądrzej jest załatwić ją na własnym
podwórku. Czyli między zawiedzionym klientem a liniami. Odpada wtedy sądowa
obsługa spraw i zapłata odsetek. Taniej, prościej, szybciej. Dla wszystkich.
Sprawa jest
rozwojowa. Szacuje się, że ok. 75 procent pasażerów, którzy stracili czas i/lub
nerwy na lotnisku albo w samolocie, czekając na opóźniony odlot, wciąż nie
decyduje się na podejmowanie jakichkolwiek akcji wobec przewoźnika. Jeśli ta
siła ruszy „do urn”, a dokładniej do sądów, sytuacja dla linii lotniczych może
zrobić się niewesoła. Czy jednak przewoźnicy zdecydują się na strategiczną zmianę podejścia do roszczeń?
Czekając na
ten moment, Przyjazne Latanie z zainteresowaniem obserwuje rozwój wypadków.
Nieustannie popieramy najprostsze sposoby dochodzenia pasażerskich racji. Wychodzimy
z założenia, że najskuteczniejszą metodą
jest zazwyczaj polubowne załatwienie sprawy – mediacje, arbitraż,
porozumienie. I w tym właśnie służymy naszą radą, doświadczeniem, pomocą
specjalistów. Zwłaszcza, że ofiara niecnych praktyk przewoźników prędzej czy
później wraca… na miejsce popełnionego wobec niej „wykroczenia”. W końcu linii lotniczych
nie ma tak wiele…
poniedziałek, 26 stycznia 2015
Głosuj na Przyjazne Latanie 3-10 lutego!
Zgłosiliśmy się do konkursu na "Blog Roku 2014" w kategorii "Życie i społeczeństwo". Od założenia naszego stowarzyszenia, czyli dwóch lat prowadzimy bloga i piszemy o ważnych dla pasażerów lotniczych sprawach. Udzielamy porad w zakresie korzystania z przysługujących im praw konsumenckich. Monitorujemy sprawy pasażerów, egzekwujemy prawa pasażerów, inicjujemy i zmieniamy korzystne rozwiązania dla podróżujących drogą powietrzną. Zacznij obserwować nasz blog już dziś! Nominowanie (głosowanie SMS) rozpocznie się 3 lutego, a zakończy 10 lutego br. do godz. 12.00. Koszt SMS-a wynosi 1,23zł.
poniedziałek, 19 stycznia 2015
O nas w Biuletynie Europejskiej Federacji Pasażerów
Jeszcze tytułem postscriptum do podsumowania naszej ubiegłorocznej
działalności... Z małym opóźnieniem, ale za to z wielką przyjemnością
informujemy, że Przyjazne Latanie trafiło na łamy ostatniego Biuletynu
Europejskiej Federacji Pasażerów.
Biuletyn
nosi numer szesnasty, ukazał się w grudniu, a rozdział „Make sure we monitor
air passengers' rights“ zawiera ni mniej ni więcej tylko streszczenie artykułu, jaki zamieścił w magazynie „Regional International”, Jarosław Nowicki, jeden z założycieli
Przyjaznego Latania i aktywny animator naszego Stowarzyszenia.
„Regional
International” to branżowy
magazyn European Regions Airline Association – powołanego w 1980 r. stowarzyszenia
linii lotniczych i przedsiębiorstw zaangażowanych w różny sposób w pasażerski
ruch powietrzny nad Europą (http://www.eraa.org). W
październikowym wydaniu opublikowano w nim tekst „More detail in the data”.
Jego autor, Jarosław Nowicki, niejako z pozycji reprezentanta Przyjaznego
Latania oraz Europejskiej Federacji Pasażerów, analizuje efektywność unijnego
Rozporządzenia 261/2004 regulującego
kwestie opieki i rekompensat dla podróżnych, których
lot był opóźniony powyżej trzech godzin lub odwołany. Wniosek zawarty w artykule
jest prosty: realizacja tej regulacji wciąż pozostawia wiele do życzenia. Powodem jest brak transparentności i
ujawniana danych o jakości pomocy udzielanej pasażerom dotkniętym odwoływanymi
rejsami, wielogodzinnymi opóźnieniami oraz overbookingiem, czyli sprzedawaniem
większej liczby biletów na dany samolot niż znajduje się w nim miejsc.
Za
egzekwowanie praw pasażerów, w tym właśnie Rozporządzenia 261/2004,
odpowiedzialne są specjalne organy działające w państwach Europy, tzw. NEB –
National Enforcement Bodies. W Polsce te zadania pełni Komisja Ochrony Praw
Pasażerów przy Urzędzie Lotnictwa Cywilnego. To właśnie NEB mają na
bieżąco reagować na łamanie praw pasażerów. Zazwyczaj
jednak mogą czynić to w ograniczony sposób. Zasadniczy powód jest bardzo
prosty. NEB nie dostają od
linii lotniczych niezbędnych informacji, z których wynikałoby, ile jest w
Europie przypadków podlegających regulacjom rozporządzenia, na przykład o liczbie pasażerów
odwołanych lub opóźnionych rejsów, a w ich następstwie – złożonych reklamacji. Linie nie
czynią tego, bo nie muszą. A zgodnie z regułą sztuki managementu, jak pisze
Jarosław Nowicki, nie możesz
zarządzać czymś, czego nie jesteś w stanie mierzyć. Z kolei poszczególne
NEB również rzadko dzielą się na forum publicznym – i branżowym – posiadanymi
informacjami o jakości udzielanej pomocy pasażerom. Koło niedoinformowania się zamyka.
Jak
wiadomo, Przyjazne Latanie
prowadzi własną akcję monitoringu przestrzegania praw pasażerów. Przede
wszystkim opierając się na jej dotychczasowych efektach oraz analizie przypadków sądowych,
autor artykułu formułuje cztery
główne obszary zagadnień, które
dotyczą skarg pasażerów. Wiążą się one z:
- prawem do przebukowania biletu na podobnych warunkach co pierwotna opcja;
- prawem do należytej opieki ze strony linii lotniczych wobec klienta czekającego na przebukowanie czy rekompensatę strat wynikłych z problemów z podróżą. Ma to też związek z chętnie stosowaną przez przewoźników własną interpretacją obecnego w Rozporządzeniu 261/2004 terminu „szczególne przypadki“. Otwiera ona furtkę do pozbywania się odpowiedzialności za nieprzewidziane zdarzenia i do odrzucania wniosków o odszkodowania – a unijni prawnicy wciąż nie są w stanie sprecyzować wspomnianego terminu;
- prawem do jednolitego interpretowania przez przewoźników praw podróżnych w sytuacji odwoływania lotów i opóźnień;
- kwestią braku w unijnym rozporządzeniu ściśle określonych limitów czasowych na wnoszenie skarg.
Jarosław
Nowicki przypomina, że trwające
obecnie prace nad nowelizacją
unijnej regulacji mają przynieść pewne rozstrzygnięcia w tych obszarach. Wypada
poczekać, by przekonać się, na ile usatysfakcjonują podróżnych.
Czekamy…
sobota, 20 grudnia 2014
Byliśmy w Brukseli!
Rozwijamy kontakty! Ponieważ, jak
wiecie, Stowarzyszenie Przyjazne Latanie jest członkiem Europejskiej Federacji
Pasażerów – EPF (European Passengers’ Federation), prezes zarządu, Katarzyna
Martynowicz, wybrała się do Brukseli, gdzie 9 grudnia odbyła się konferencja
poświęcona prawom pasażera, nie tylko lotniczego. Poleciała samolotem. A
wracała… ale po kolei.
W
konferencji brało udział ok. stu osób, w tym reprezentujący różne państwa
członkowie EPF, przedstawiciele rozmaitych środków transportu, firm
odszkodowawczych, a także prezes Komisji Transportu i Turystyki Parlamentu
Europejskiego, Michael Cramer. W centrum wykładów i dyskusji znajdowały się prawa pasażera, rozumianego jako osoby,
która podróżuje rozmaitymi środkami transportu – samolotem, koleją, autobusem
czy statkiem. Rozmawiano o uproszczeniu i usprawnieniu wszelkich procedur związanych
z podróżą – m.in. dotyczących rezerwacji, przejazdów czy egzekwowania praw
klienta do bycia poważnie traktowanym przez przewoźnika.
Jednym z
głównych haseł, które przewijało się w wielu wypowiedziach była intermodalność. To może mało znane
określenie, ale od wielu lat obecne w środowisku osób zajmujących się
transportem towarowym. Od jakiegoś czasu pojawia się także (zdaniem niektórych
wręcz „robi karierę”) w debatach dotyczących ruchu pasażerskiego.
– Chodzi o łączenie różnych rodzajów transportu na etapie planowania i rezerwowania podróży – tłumaczy Katarzyna Martynowicz, prezes zarządu naszego
Stowarzyszenia. – Mówiąc żartem, w opcji
idealnej pasażer powinien mieć na jednym wspólnym bilecie wyjście z dużego
pokoju, dotarcie na lotnisko, przelot, dojazd autobusem do miasta i wejście po
schodach do hotelu. A zupełnie poważnie, chodzi o to żeby poszczególni
przewoźnicy nie mogli się migać od odpowiedzialności za swoją cześć trasy w
przypadku opóźnień czy innych nieprzewidzianych atrakcji.
Temat
jednego z wystąpień – „W stronę jednolitej podróży współczesnego pasażera” –
dobrze oddaje kierunek, w jakim zmierza ten pomysł. Czas pokaże, na ile jest on
możliwy do zrealizowania. Na razie wydaje się, że prawdziwa walka toczy się cały
czas znacznie niżej, na poziomie uświadomienia
pasażerów, że naprawdę powinni walczyć o swoje prawa, gdy czują się
lekceważeni przez przewoźników. Mówią o tym prezentowane również w Brukseli
statystyki.
- Potwierdza się, że pasażer, nawet ten
europejski, nie bardzo radzi sobie z egzekwowaniem swoich praw, czy raczej
wręcz mu się nie chce – mówi
Katarzyna Martynowicz. – Nie wierzy
bowiem, że coś z tego wyniknie i uważa, że procedury reklamacyjne są długie,
trudne i nudne.
Trochę po
to, aby ośmielić podróżujących, ale przede wszystkim, aby ich wesprzeć niejako strukturalnie,
EPF zaprezentowała na konferencji przygotowany przez siebie dokument – Deklarację Europejskiego Pasażera
(European Passenger Declaration). Kierując się przekonaniem, że publiczny
transport powinien oferować atrakcyjną i zrównoważoną alternatywę dla
prywatnych środków komunikacji samochodowej, sygnatariusze Deklaracji zawarli w
niej dziewięć postulatów skierowanych do unijnych decydentów. W skrócie brzmią
tak:
- Publiczny transport musi być dostępny dla wszystkich.
- Powinien funkcjonować w jak najprostszy sposób.
- Nie powinny go ograniczać granice państw.
- Wszystkie procedury wiodące do zakupu biletu na stronach internetowych operatorów obsługujących ruch pasażerski powinny być łatwe i przejrzyste.
- Odczucia pasażerów dotyczące jakości usług przewozowych należy cały czas monitorować, a wyniki publikować.
- Prawa pasażera rozmaitych środków transportu muszą być respektowane i łatwe do egzekucji.
- Decydenci związani z transportem publicznym powinni nieustannie konsultować się z organizacjami broniącymi praw pasażerów.
- Publiczny transport funkcjonujący na danym obszarze powinien być przyjazny dla przybyszów z innego miasta czy kraju.
- Środki publicznego transportu powinny być ze sobą zintegrowane, zwłaszcza w przestrzeniach miejskich.
Na koniec konferencji Prezes EPF, Trevor Garrod, wyraził duże
zainteresowanie prowadzonymi przez nas w 2014 r. badaniami dotyczącymi
egzekwowania praw podróżujących. Umówiliśmy się na przedstawienie ich i
publiczne omówienie na kolejnym spotkaniu Federacji, w marcu, w Budapeszcie.
I to byłoby w zasadzie wszystko, gdyby nie epilog, który dopisało życie.
Powrót samolotem zamiast w Warszawie zakończył się w Poznaniu, ze względu na
spowijające stolicę mgły. Przewoźnik zapewnił pasażerom autokary do Warszawy, ale
niestety, o jedzeniu i piciu zapomniał. Dopiero w odpowiedzi na uporczywe
prośby przyznał, że owszem, w tego typu awaryjnych sytuacjach posiłek na koszt
przewoźnika przysługuje, ale ze względu na nocną porę, nie było gdzie tego
prawa wyegzekwować. Na wielkim i pięknym lotnisku nie znalazły się nawet małe
butelki z wodą...
poniedziałek, 8 grudnia 2014
Zapraszamy do monitoringu!
Wiadomo, że na pewne losowe przypadki nikt
nie ma wpływu, ale gdy już zajdą, nie musimy czuć się niczym zagubieni
bohaterowie Franza Kafki, przytłoczeni ogromem tajemniczego „zamku”, czyli w
tym przypadku terminalu lotniczego, albo potęgą wznoszących się z niego maszyn.
Przypominamy, że nieustannie czekamy na zgłoszenia spraw, w których czujecie
Państwo, że linie lotnicze nie zrekompensowały strat, jakie ponieśliście,
korzystając z ich usług.
Sprawy docierają do nas różne.
"Pewien artysta miał dolecieć z Wybrzeża na południe Polski, by wystąpić
na prestiżowym koncercie. Start opóźnił się jednak o 40 minut, a ponieważ po
drodze miało być jeszcze międzylądowanie w centrum Polski, to wystarczyło, by nie
zdążyć na imprezę, nie wywiązać się z zobowiązań, zawieść widzów i władze
miasta, stracić honorarium i zaryzykować obciążeniem przez organizatora
dodatkowymi kosztami."
Czasem zgłaszane
problemy dotyczą podróży zagranicznych.
"Start
samolotu do Dortmundu nastąpił pięć godzin po czasie, bez zapewnienia
czekającym na odlot zarówno wyczerpującej informacji, jak i należnego posiłku w
odpowiedniej formie. Jedna z pasażerek spóźniła się przez to na spotkanie
zawodowe, nie miał kto jej odebrać z niemieckiego lotniska i musiała na własny
koszt próbować dotrzeć do ostatecznego celu podróży."
Niekiedy akcja rozgrywa się naprawdę daleko
od kraju i rzuca bohatera na głęboką wodę.
"Pasażer wybierający się z Warszawy na daleki
wschód Europy kupił bilet w obie strony, ale musiał później zmienić termin
wylotu. Portal odmówił dokonania zmiany rezerwacji, więc klient postanowił – zachowując
rezerwację, a dokładniej bilet powrotny – wykupić bilet na lot z Warszawy w
innym miejscu. Na lotnisku w Tbilisi, w dniu powrotu do Polski, dowiedział się,
że ponieważ nie stawił się na zarezerwowany pierwotnie wylot z Warszawy,
automatycznie anulowano mu również lot powrotny. Nikt go o tym jednak nie
poinformował. Musiał „na gorąco” szukać opcji powrotu do kraju, a toczona potem
korespondencja z portalem od anulowanej rezerwacji nie przyniosła żadnych
skutków."
Te i inne historie trafiają do naszego Stowarzyszenia. Zwłaszcza
od kwietnia br., kiedy ruszyła prowadzona przez nas akcja stałego Monitoringu
egzekwowania praw pasażerów lotniczych. Zawiedzeni, skrzywdzeni lub zdezorientowani rozmaitymi nieprzewidzianymi
podniebno- naziemnymi sytuacjami klienci linii lotniczych mogą u nas je zgłaszać
i liczyć na fachową pomoc. Spornych spraw przybywa, bo musi. Wynika to ze
statystyki. Nieprzewidziane zdarzenia są po prostu częścią życia, a polski rynek lotniczy staje się coraz
większy.
Przypominamy, że aby wziąć udział we wspomnianym programie
monitoringu, wystarczy zarejestrować się w naszym internetowym systemie i zgłosić swój problem, o ile tylko
dotyczył jakości usług lotniczych lub praw pasażerów. Każdy przypadek jest
brany przez nas pod lupę, ale nie w celu drobiazgowego prześwietlania „czy
warto?”, tylko potwierdzenia, że historia klienta pozostaje w zgodzie z dwoma
podstawowymi założeniami programu monitoringu, czyli:
● dotyczy zdarzenia
na terenie Unii Europejskiej lub przewoźnika zarejestrowanego w jednym z
krajów unijnych
● wskazuje na możliwe naruszenie prawa pasażera lub
konsumenta w ramach przepisów obowiązujących na terenie Unii.
Gdy oba warunki są spełnione, rejestrujemy zdarzenie w naszej bazie i zapewniamy Państwu wsparcie. Jakie? Najważniejsze, czyli udzielamy eksperckich porad, dotyczących tego, gdzie konkretnie i w jaki sposób można dochodzić swojej sprawiedliwości.
Oczywiście dużo czasu upłynie, zanim świadomość praw pasażerów stanie się powszechna, a linie lotnicze na szeroką skalę zaczną na serio traktować swoje obowiązki w tym aspekcie działalności jako przewoźnika. Z całą pewnością trzeba im jednak o tym nieustannie przypominać.
W takich sprawach nic nie działa tak dobrze, jak ciągła presja.
Gdy oba warunki są spełnione, rejestrujemy zdarzenie w naszej bazie i zapewniamy Państwu wsparcie. Jakie? Najważniejsze, czyli udzielamy eksperckich porad, dotyczących tego, gdzie konkretnie i w jaki sposób można dochodzić swojej sprawiedliwości.
Oczywiście dużo czasu upłynie, zanim świadomość praw pasażerów stanie się powszechna, a linie lotnicze na szeroką skalę zaczną na serio traktować swoje obowiązki w tym aspekcie działalności jako przewoźnika. Z całą pewnością trzeba im jednak o tym nieustannie przypominać.
W takich sprawach nic nie działa tak dobrze, jak ciągła presja.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Popularne posty
-
Jednym z najczęściej podawanych powodów dużego opóźnienia lub odwołania rejsu jest wystąpienie niespodziewanej usterki technicznej. Tym s...
-
Do czego ma prawo pasażer, jeśli lot jest opóźniony? Co można zabrać na pokład, podróżując z małym dzieckiem? Jak zdążyć, gdy mamy przesia...
-
Obecne przepisy nie określają terminu udzielenia odpowiedzi na reklamację lotniczą. Dla pasażerów, który składają reklama...
-
Radzimy odlatującym na wakacje. Jeśli po wylądowaniu stwierdzisz, że zaginął Twój bagaż udaj się natychmiast do punktu "Lost & F...
-
Pierwszy tytuł "Linii Przyjaznej Pasażerom" w 2015 roku otrzymał przewoźnik, który prawa pasażerów lotniczych stara się egzekwow...
Archiwum Postów
Tagi
prawa pasażera
opóźniony rejs
informacja
odszkodowanie
odwołany rejs
prawa konsumenta
reklamacje
alternatywne metody rozwiązywania sporów (ADR)
opieka
nadzwyczajne okoliczności
regulacje
bilet
prawo do opieki
stowarzyszenie
bagaż
monitoring
petycja
Przyjazne Latanie
planowanie podróży
(ODR) online dispute resolution
jakość usług
odmowa wpuszczenia na pokład
punktualność
mediacje
prawo lotnicze
satysfakcja pasażera
zagubiony bagaż
Europejska Federacja Pasażerów
rezerwacja
zmiana planu podróży
LOT
Linia Przyjazna Pasażerom
Program EKO - Przyjazne Latanie
dzieci
ekologia
koncyliacja
linie lotnicze
media o nas
pomoc
prawo do bezpieczeństwa
produkty lotnicze
Deklaracja Europejskiego Pasażera
European Passenger Declaration
European Passengers’ Federation
Lufthansa
ULC
WE 1008/2008
WE261/2004
Wizz Air
intermodalność
kalkulator
karta pasażera
konferencja
ochrona lotnisk
opóźniony bagaż
orzeczenie Sądu Najwyższego z 7 lutego 2014 r
partnerzy
statut
strajk
wyrok Trybunału Europejskiego z 15 stycznia
ślad węglowy


